Opieka
Opiekuńczość często myli się nam z kontrolą. Bo chcemy dla danej osoby jak najlepiej, ale to my wiemy najlepiej do jest dla niej najlepsze. Ile w danej sytuacji jest nas a ile potrzeb osoby którą wspieramy?
Często jest tak, że osoba wspierana godzi się na taki układ, licząc, że jej potrzeby będą zaspokojone. Nieraz podpinamy się pod energicznego człowieka - lokomotywę, licząc że pociągnie nas przez życie, torując nam drogę. Obysmy tylko oboje podążali w tym samym kierunku! Często jedna taki układ się rozchodzi. Lokomotywa ciągnie nas za szybko, zarzucając, że to hamujemy dążenie do celu. Tymczasem obie te rzeczy są prawdą. I dlatego to jest takie trudne.
Nawet wtedy, kiedy już naprawdę staramy się, aby wspierana przez nas osoba stawała się lepszą wersją swojego ja, nie nasza jego wizją. W pewnym momencie jednak staniemy przed faktem, że nie da się tego celu osiągnąć. Mimo wszelkich wysiłków i chęci osoba wspierana nie osiąga tak wiele jakby mogła.
Co teraz? Jeżeli naprawdę zależy nam na tej relacji i osobie, powinniśmy zmienić taktykę. Spróbujmy zaakceptować tą osoba taką jaka jest niedoskonała. W głębi serca każdy o tym marzy - by być pokochanym taki jeśli jest. Wtedy po raz pierwszy w życiu poczuje, że jest wystarczający. Odpowiedni. Kompletny. Że jest dziełem, nie pomyłką Boga. Poczuje grunt pod nogami zamiast ciągłego wspinania się na palce. Stojąc pewnie na nogach będzie mógł się odbić. Rozwinąć tak, jak został zaplanowany przez Boga.
A relacja oparta na takiej akceptacji może stać się silniejsza, piękniejsza i głębsza niż wszystkie relacje "pomagania i wspierania ".